Doskonałość…. gdy nie można nic już ująć?

Doskonałość…. gdy nie można nic już ująć?

Jesteśmy często mistrzami w dorzucaniu sobie więcej.

 

Więcej rzeczy, więcej zadań, więcej ubrań, samochodów, obowiązków, butów, spotkań, słów, informacji, a nawet jedzenia na talerzach i rozrywek. Bez końca!

 

Sztuką stało się odpuścić, zrezygnować, czasem wyrzucić. I sama wiem, że to trudne. Bo mnie coś omija. Bo wydaje mi się, że przyda się, będzie potrzebne. Bo mam jeszcze siłę.

 

Coraz częściej rozmawiając mam wrażenie, że to właśnie nadmiar nas przytłacza, a nie daje wolność i luz.

 

Kilka lat temu mimowolnie zaczęłam wyrabiać swoje nawyki eliminowania ( o nie! nie jestem w tym mistrzem, jeszcze dużo przede mną). Daleko mi do minimalistycznego ascety, bo kocham życie pełne bogactwa różnorodności, kolorów, smaków, ludzi, ale wiem też, że aby mieć przestrzeń na to, co dla mnie najważniejsze, nie mogę brać do swojego życia wszystkiego.

 

Asia Rosiek swoim postem na fanpage’u Usłysz Siebie skłoniła mnie do zastanowienia, co robię, by dbać o tą moją jakość/doskonałość życia. Zatem zebrałam je i dzielę się 🙂

 

– Podróżuję. Każdy wyjazd czy nawet perspektywa wyjazdu powoduje, że przed zakupem danej rzeczy zastanawiam się, czy wezmę ją ze sobą.

 

– Jeszcze lepsza w tym względzie jest przeprowadzka. Okazuje się, że kryteria weryfikacji stają się jeszcze ostrzejsze.

 

– Weryfikuje swoje priorytety – które obszary życia na ten moment są dla mnie najważniejsze i co w ramach nich jest najistotniejsze.

 

– Robię listę osób, z którymi chcę być częściej w kontakcie. Nie zawsze wychodzi, czasem się zmieni, ale jest kierunkowskaz, a jak się skupiam na tym z kim chcę mieć kontakt, to po prostu często na inne relacje nie ma miejsca (dlatego ciężko złapać mnie w Lublinie, bo jak już tam jestem to śmigam do jednej z babć, może znajomi mi to jakoś wybaczą ;).

 

– Wracam do momentu, gdy po raz kolejny miesiąc leżałam w łóżku z kontuzją, gdy z dnia na dzień miałam operację, bo to momenty klarowności, co zostaje jako ważne, gdy skupisz się tylko na sobie.

 

– Przyjmując jakąś rzecz do swojego życia (kupując, otrzymując, biorąc bezpłatnie) sprawdzam, ile dodatkowych rzeczy i obowiązków biorę na siebie. Buty? czyszczenie, pastowanie, wymiana fleków, przechowywanie.

Koszula? Pranie, prasowanie, reperowanie, przechowywanie. A samochód? Kolejne buty? Kolejna koszula? Zastawa stołowa dla 12 osób? ;P

 

– Dbam o zdrowie, bo jak go nie ma to na zebranie i tak nie dotrę, szkolenia nie poprowadzę, do kina nie pójdę. Zatem inne rzeczy przestają mieć znaczenie. A do wszystkich tych czynności spokojnie znajdę zastępstwo równie dobre lub lepsze albo nie zrobię czegoś i …. świat i tak się nie wali.

 

– Zastanawiam się, jak najlepiej mogę wykorzystać sytuację, czas, okoliczności w jakich się znalazłam. Jeśli nie mogę ich zmienić, to jak ich użyć, jak dobrze z nich skorzystać.

 

– A czasem coś po prostu odwieszam (jak ubranie na zimę wiesza się zabezpieczone, żeby chwilę poczekało).

Zawieszam to, że chciałabym robić kilka rzeczy naraz, kilka projektów. Zawieszam, bo wiem, że jednocześnie i tak nic z tego nie wyjdzie. Więc lepiej niech poczeka jeden sezon i potem wrócę do tego… albo nie. Tak właśnie robię z pasjami, z tym, co mnie ciekawi, z rozwijaniem siebie. Dzięki temu nie musisz rezygnować z czegoś do końca życia, powieś to po prostu w swojej „szafie”, zajrzyj co jakiś czas, wyciągnij coś, coś innego odwieś.

W końcu w swoich ubraniach też chodzisz na zmianę, a nie nosisz ich wszystkich naraz na sobie 😀

 

Co byście jeszcze dodali, o czym zapomniałam? Albo macie jakieś swoje sposoby?

Bądźcie hojni i podrzućcie w komentarzu 😀

Źródło obrazka

Kamila Kruk
Kobieta przedsiębiorcza, partner w Wydawnictwie i firmie OSM Consult. Redaktor Naczelna portalu Świat Coachingu. Trenerka rozwoju osobistego, akredytowany coach ICF. Od 10 lat zajmuje się tym zawodowo prowadząc szkolenia grupowe i treningi indywidualne.